Ból moim przyjacielem...
Czym jest ból? Dlaczego tak różnie go postrzegamy i odczuwamy? I dlaczego ból -zamiast wrogiem- może okazać się nieocenionym sprzymierzeńcem, zwłaszcza w walce o nasze zdrowie i życie? W poniższym opracowaniu zawarte zostały podstawowe informacje o fizjologii układu nerwowego, a także podstawowych mechanizmach generujących powstawanie zjawiska bólu. Przytoczone zostały sytuacje (od najbardziej prozaicznych po bardziej skomplikowane), w których zjawisko bólu odgrywa istotną rolę w procesie diagnozowania oraz leczenia.
Pojęcie bólu
Ból (łac. dolor, gr. algos, odyne) według obowiązującej definicji opracowanej przez Międzynarodowe Towarzystwo Badania Bólu to przykre, negatywne oraz subiektywne wrażenie zmysłowe, a także emocjonalne powstałe pod wpływem bodźców. Przytoczona definicja jest zarazem wysoce uniwersalna, jak również bardzo ogólna. Pod pojęciem bólu należy rozumieć każde zjawisko powodujące silny dyskomfort, zarówno fizyczny, jak również psychologiczny (stąd w definicji pojawia się stwierdzenie bólu emocjonalnego). Autorzy pojęcia wyraźnie również zastrzegają, że ból nie jest zjawiskiem dającym się łatwo opisać w wyraźnych granicach fizjologii czy psychologii. Zjawisko bólu jest procesem wysoce zindywidualizowanym i najprawdopodobniej każdy z nas odczuwa różnego rodzaju zjawiska w podobny, aczkolwiek delikatnie odmienny sposób. Głównym tematem niniejszego artykułu jest zjawisko bólu fizycznego, dlatego też dalsze rozważania zostaną poświęcone tylko jemu. Ból związany z emocjonalnym czy psychologicznym aspektem natury człowieka jest zbyt skomplikowany i za każdym razem wymaga indywidualnej oceny, co z góry determinuje bezcelowość próby jego dyskutowania.
Fizjologia zjawiska bólu
Ból fizyczny (odczuwalny pod wpływem przyłożonego bodźca – wywołany np. zderzeniem z przedmiotem stojącym na naszej drodze) jest efektem szeregu procesów zachodzących w naszym organizmie, a dokładnie w układzie nerwowym i szlaku przekazu sygnałów nerwowych. Głównymi odbiorcami bólowymi w naszym organizmie są wolne zakończenia nerwowe rozsiane po całym naszym ciele (zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz). Kiedy struktura zawierająca taki receptor (można go nazwać czujnikiem) odbierze właściwy sygnał na drodze przekazu chemicznego, przekazuje informację do nerwów znajdujących się głębiej, biegnących do rdzenia kręgowego. Z rdzenia informacja przekazywana jest bezpośrednio do mózgu, gdzie właściwe ośrodki kojarzą sygnał i w odpowiedni sposób interpretują. Ponieważ ilość możliwych sygnałów pochodzących z zewnątrz, jak i wewnątrz nas docierających do naszego układu nerwowego jest duża, istnieją różne typy receptorów odpowiedzialnych za odbieranie poszczególnych z nich np. temperaturę, nacisk, dźwięk, a nawet natężenie światła (mocne światło dosłownie może nas zaboleć). Jak wspomniano wyżej, to w mózgu dochodzi do właściwej interpretacji rodzaju i nasilenia bólu, a także jego lokalizacji.
Z systemem przekazywania sygnału i odczuwania bólu związane są również inne zjawiska. Każdy z nas zna powiedzenie „boli cię głowa, uderz się w palec”. Ta prosta maksyma w bardzo obrazowy sposób wyjaśnia zasady działania ścieżki odbioru sygnałów bólowych. Według bramkowej teorii bólu, do naszego mózgu docierają tylko te sygnały, których intensywność jest większa lub gwałtowniejsza. W przypadku wystąpienia dwóch miejsc „bolących” słabszy impuls biegnący do rdzenia kręgowego może zostać zablokowany przez intensywniejszy bodziec, co w konsekwencji prowadzi do braku odbioru bólu w jednym z dwóch miejsc.
Odczuwanie bólu miejscowego również nie wykazuje jednostajnego natężenia, a to za sprawą endogennych opiatów wytwarzanych w naszym mózgu. Opiaty takie jak endorfiny i enkefaliny działają podobnie jak środki odurzające: wzrost ich stężenia prowadzi do częściowego wygłuszenia i wyciszenia samego mózgu na napływające sygnały.
Z systemem przekazywania sygnału i odczuwania bólu związane są również inne zjawiska. Każdy z nas zna powiedzenie „boli cię głowa, uderz się w palec”. Ta prosta maksyma w bardzo obrazowy sposób wyjaśnia zasady działania ścieżki odbioru sygnałów bólowych. Według bramkowej teorii bólu, do naszego mózgu docierają tylko te sygnały, których intensywność jest większa lub gwałtowniejsza. W przypadku wystąpienia dwóch miejsc „bolących” słabszy impuls biegnący do rdzenia kręgowego może zostać zablokowany przez intensywniejszy bodziec, co w konsekwencji prowadzi do braku odbioru bólu w jednym z dwóch miejsc.
Odczuwanie bólu miejscowego również nie wykazuje jednostajnego natężenia, a to za sprawą endogennych opiatów wytwarzanych w naszym mózgu. Opiaty takie jak endorfiny i enkefaliny działają podobnie jak środki odurzające: wzrost ich stężenia prowadzi do częściowego wygłuszenia i wyciszenia samego mózgu na napływające sygnały.
Ból niejedno ma oblicze
Znamy już zasady przekazu i odbioru bólu, jednakże ból bólowi nierówny. Zjawisko bólu można podzielić na dwie kategorie: bóle ostre (spowodowane najczęściej urazami lub chorobą – ustają po wyeliminowaniu czynnika lub wyleczeniu przyczyny) oraz bóle przewlekłe (również mogą być spowodowane chorobą lub zniszczeniem jakiejś struktury, jednakże utrzymują się stale nawet po wyleczeniu przyczyny). Siła i intensywność odczuwanego bólu również jest kwestią zindywidualizowaną, na którą w głównej mierze ma wpływ indywidualny charakter układu nerwowego każdego człowieka, jak również doświadczenia związane z bólem. Osoby, które ból wiążą nie tylko z przykrym odczuciem, ale również nieprzyjemną sytuacją czy stanem lękowym lub jakimkolwiek innym odczuciem potęgującym dyskomfort, będą odczuwać ból znacznie silniej niż inni (może dlatego też tak wielu z nas panicznie boi się dentysty, a pierwszym stwierdzeniem, jakie pada z naszych ust w gabinecie stomatologicznym jest „znieczulenie poproszę”).
Sens życia w bólu
Skoro odczucie bólu jest dla nas tak przykre i niejednokrotnie prowadzi u nas do chwilowej lub długotrwałej dysfunkcji, to dlaczego nasz system nerwowy go odczuwa? Przecież na świecie rodzą się osoby z wrodzonym zespołem braku odczuwania bólu (zespół Biemonda), u których mutacji uległ jeden z genów kodujących białka biorące udział w neuroprzekaźnictwie.
Otóż istnienie zjawiska bólu jest bardzo istotne, nie tylko dla naszego zdrowia, ale i życia. Istnieją hipotezy sugerujące, że każdy odbierany przez nas bodziec wewnętrzny czy zewnętrzny byłby odbierany jako ból, gdyby nie prawidłowe funkcjonowanie ośrodków w mózgu. Wracając do potrzeby zjawiska bólu – ból stanowi informację dla naszego organizmu „coś jest nie tak, coś mi zagraża, bądź czujny, zareaguj”. Odbieranie bodźców bólowych powoduje, że potrafimy właściwe reagować w przypadku wystąpienia urazów (np. złamania kończyny czy obicia kolana), choroby (ból gardła informuje nas o rozwijającym się stanie zapalnym, silny ból brzucha może sugerować poważny stan zapalny), niebezpiecznych sytuacji (drastycznie obrazując: jeżeli wbijemy sobie igłę w palec, to gwałtownie cofniemy całą rękę, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wbijał kolejnej igły w kolejny palec). Ból nie służy naszemu umartwianiu (chociaż z kart historii wiemy, iż taki pogląd kiedyś dominował w świadomości ludzkiej), a jest zdecydowanym sygnałem, czerwoną lampką zapalającą się w sytuacjach zagrożenia.
Otóż istnienie zjawiska bólu jest bardzo istotne, nie tylko dla naszego zdrowia, ale i życia. Istnieją hipotezy sugerujące, że każdy odbierany przez nas bodziec wewnętrzny czy zewnętrzny byłby odbierany jako ból, gdyby nie prawidłowe funkcjonowanie ośrodków w mózgu. Wracając do potrzeby zjawiska bólu – ból stanowi informację dla naszego organizmu „coś jest nie tak, coś mi zagraża, bądź czujny, zareaguj”. Odbieranie bodźców bólowych powoduje, że potrafimy właściwe reagować w przypadku wystąpienia urazów (np. złamania kończyny czy obicia kolana), choroby (ból gardła informuje nas o rozwijającym się stanie zapalnym, silny ból brzucha może sugerować poważny stan zapalny), niebezpiecznych sytuacji (drastycznie obrazując: jeżeli wbijemy sobie igłę w palec, to gwałtownie cofniemy całą rękę, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wbijał kolejnej igły w kolejny palec). Ból nie służy naszemu umartwianiu (chociaż z kart historii wiemy, iż taki pogląd kiedyś dominował w świadomości ludzkiej), a jest zdecydowanym sygnałem, czerwoną lampką zapalającą się w sytuacjach zagrożenia.
(Nie)przyjaciel ból
W pierwszym akapicie obiecałem przytoczyć przykłady, kiedy ból staje się naszym ewidentnym przyjacielem, a nawet kiedy obecność bólu jest wysoce pożądana i może nam pomóc w leczeniu chorób.
Z treści wcześniejszego akapitu jasno wynika, że ból jest „narzędziem” nam służącym, a nie krzywdzącym (chociaż celowe zadawanie bólu jest tego zupełnym zaprzeczeniem). Co więcej, ból nie tylko służy nam do informowania „coś jest nie tak”, ból sam w sobie może stanowić jeżeli nie lekarstwo, to terapię leczniczą.
Wielu z nas doświadczyło urazów układu ruchu: naciągnięte mięśnie, ścięgna, kontuzje stawów. Ból, jaki towarzyszy tym zdarzeniom, może skutecznie odebrać nam chęć do wszystkiego. Kiedy dodatkowo mamy do czynienia z bólem przewlekłym, komfort życia codziennego odbiega zdecydowanie od normy. Jedną z form terapii stosowanych w takich przypadkach jest stosowanie masaży czy ucisków. Początkowo bolesne zabiegi po chwili zdają się nam przynosić ulgę – to bodźce generowane w trakcie ucisku (a więc bodziec bólowy) powodują wyciszenie drogi sygnałowej pierwotnego bólu.
Innym, może mniej chlubnym przykładem jest zjawisko uporczywego drapania czy podrażniania ran, otarć. Przeważnie miejsca urazu powierzchniowego skór, odczyn alergiczny powodują u nas potrzebę obsesyjnego, wręcz nachalnego drapania (w skrajnych przypadkach rozdrapujemy to, co miało się goić, ale satysfakcja i chwilowa ulga zostaje osiągnięta). Podobnie jak we wcześniejszym przykładzie nasze działania doprowadziły do zagłuszenia przekazu informacji o pierwotnej przyczynie nieznośnego bólu, zastępując go bólem w pełni przez nas akceptowalnym (odbieranym nawet jako przyjemność).
Powszechnie stosowane terapie temperaturą (a więc krioterapie czy gorące okłady) również wykorzystują zjawisko bólu. Informacje z termoreceptorów również zagłuszają przekaz informacji z miejsca pierwotnego urazu.
Niejednokrotnie słyszymy od lekarza stwierdzenie „Boli? To dobrze”. Obecność bólu w wielu procesach chorobowych jest wręcz pożądana. Właściwa lokalizacja i interpretacja umożliwiają zarówno lekarzowi, jak i samemu pacjentowi kontrolowanie przebiegu leczenia. I tak- ocena stopnia oraz szybkości ustępowania bólu pozwala wnioskować o właściwym procesie gojenia się ran pooperacyjnych. W przypadku urazów takich jak zwichnięcia, dyskopatie itp. obecność bólu przy konkretnych ruchach lub w konkretnych pozycjach jest informacją dla nas samych: „tak nie możesz robić, tego unikaj, to w tej chwili szkodzi twojej rekonwalescencji” – proste i jakże pomocne.
Istnieje również pojęcie „dobrego bólu”. Dotyczy ono głównie sportowców oraz osób intensywnie trenujących w kierunku rozwoju masy mięśniowej. Charakterystyczny ból mięśni po treningu, „zakwasy” jest informacją o intensywności przeprowadzonego treningu. Im wrażenie rozsadzania mięśni jest większe, tym nasz organizm dokonał większego wysiłku, a to w konsekwencji oznacza, że nasz trening może prowadzić do osiągnięcia przez nas wymarzonej formy i sylwetki.
Z treści wcześniejszego akapitu jasno wynika, że ból jest „narzędziem” nam służącym, a nie krzywdzącym (chociaż celowe zadawanie bólu jest tego zupełnym zaprzeczeniem). Co więcej, ból nie tylko służy nam do informowania „coś jest nie tak”, ból sam w sobie może stanowić jeżeli nie lekarstwo, to terapię leczniczą.
Wielu z nas doświadczyło urazów układu ruchu: naciągnięte mięśnie, ścięgna, kontuzje stawów. Ból, jaki towarzyszy tym zdarzeniom, może skutecznie odebrać nam chęć do wszystkiego. Kiedy dodatkowo mamy do czynienia z bólem przewlekłym, komfort życia codziennego odbiega zdecydowanie od normy. Jedną z form terapii stosowanych w takich przypadkach jest stosowanie masaży czy ucisków. Początkowo bolesne zabiegi po chwili zdają się nam przynosić ulgę – to bodźce generowane w trakcie ucisku (a więc bodziec bólowy) powodują wyciszenie drogi sygnałowej pierwotnego bólu.
Innym, może mniej chlubnym przykładem jest zjawisko uporczywego drapania czy podrażniania ran, otarć. Przeważnie miejsca urazu powierzchniowego skór, odczyn alergiczny powodują u nas potrzebę obsesyjnego, wręcz nachalnego drapania (w skrajnych przypadkach rozdrapujemy to, co miało się goić, ale satysfakcja i chwilowa ulga zostaje osiągnięta). Podobnie jak we wcześniejszym przykładzie nasze działania doprowadziły do zagłuszenia przekazu informacji o pierwotnej przyczynie nieznośnego bólu, zastępując go bólem w pełni przez nas akceptowalnym (odbieranym nawet jako przyjemność).
Powszechnie stosowane terapie temperaturą (a więc krioterapie czy gorące okłady) również wykorzystują zjawisko bólu. Informacje z termoreceptorów również zagłuszają przekaz informacji z miejsca pierwotnego urazu.
Niejednokrotnie słyszymy od lekarza stwierdzenie „Boli? To dobrze”. Obecność bólu w wielu procesach chorobowych jest wręcz pożądana. Właściwa lokalizacja i interpretacja umożliwiają zarówno lekarzowi, jak i samemu pacjentowi kontrolowanie przebiegu leczenia. I tak- ocena stopnia oraz szybkości ustępowania bólu pozwala wnioskować o właściwym procesie gojenia się ran pooperacyjnych. W przypadku urazów takich jak zwichnięcia, dyskopatie itp. obecność bólu przy konkretnych ruchach lub w konkretnych pozycjach jest informacją dla nas samych: „tak nie możesz robić, tego unikaj, to w tej chwili szkodzi twojej rekonwalescencji” – proste i jakże pomocne.
Istnieje również pojęcie „dobrego bólu”. Dotyczy ono głównie sportowców oraz osób intensywnie trenujących w kierunku rozwoju masy mięśniowej. Charakterystyczny ból mięśni po treningu, „zakwasy” jest informacją o intensywności przeprowadzonego treningu. Im wrażenie rozsadzania mięśni jest większe, tym nasz organizm dokonał większego wysiłku, a to w konsekwencji oznacza, że nasz trening może prowadzić do osiągnięcia przez nas wymarzonej formy i sylwetki.
Jak reagować, kiedy boli?
W przypadku, kiedy reakcja bólowa jest chwilowa, a przyczyna dobrze nam znana nasza reakcja jest najczęściej adekwatna. Problemy pojawiają się dopiero wtedy, kiedy mamy do czynienia z ostrym, przeszywającym bólem zlokalizowanym w trudno dostępnej dla nas do oceny okolicy (np. klatka piersiowa) lub doskwiera nam ból przewlekły. Naturalną reakcją organizmu jest potrzeba i działania zmierzające w kierunku eliminacji samego bólu (a niekoniecznie jego przyczyny), dlatego najczęściej my sami sięgamy po preparaty przeciwbólowe. Kiedy ból nie ustaje, my również nie ustajemy
w przyjmowaniu kolejnych porcji leków. Działania takie mogą doprowadzić nas do poważnych konsekwencji (nieleczony właściwie stan zapalny może stać się nawet przyczyną zgonu). Jak należy reagować na sytuacje, o których mowa? Po pierwsze- bardzo spokojnie. Ból niestety nie jest zjawiskiem czysto fizycznym, ponieważ towarzyszą mu również inne zmiany fizjologiczne w naszym organizmie np. wyrzut hormonów „walki i ucieczki” tj. adrenaliny, mogą dojść do głosu stany lękowe. W panice możemy dokonać niewłaściwej oceny sytuacji, przez co wprowadzimy w błąd lekarza, jak również spotęgujemy i tak narastający w nas strach. Kiedy zajdzie poważna sytuacja np. dostaniemy ataku kolki nerkowej, spokojnie poinformujmy nasz ośrodek zdrowia lub lekarza rodzinnego i oczekujmy na właściwy ratunek. W międzyczasie zastosujmy ciepłe okłady (co uśmierzy ból i trochę nas rozluźni) i spokojnie poczekajmy – nawet najdrobniejszy i gwałtowny ruch tylko spotęgują wrażenie bólu.
Słowo końcowe
Mimo iż ból nie jest naszym wrogiem, to raczej większość z nas - jeśli nie każdy- traktuje go jak wroga, zupełnie spychając lub zapominając o jego właściwościach i celowości istnienia. Nasze przyzwyczajenie do komfortu i luksusu nieznanego dotychczas naturze mogą doprowadzić w niedługim czasie do eliminacji zjawiska bólu w naszym życiu. Życie bez bólu wydaje się być idyllą, pozostaje tylko pytanie, w jaki inny sposób nasze ciała będą nas informować, że dzieje im się krzywda. Miejmy świadomość, iż zjawisko bólu samego w sobie jest możliwe do eliminacji, jednakże eliminacja wszystkich czynników „bólogennych” jest przedsięwzięciem niemożliwym do realizacji – opracowanie samej jego koncepcji przyprawiło by niejednego myśliciela o przysłowiowy ból głowy.
dr n. med. Paweł J. Chomiak

