Jestem tym, co jem. Czyli jak oczyścić organizm ...

IS216-083.jpg

 

Nasz organizm jest niczym bioreaktor: napędzany tym, co jemy. Jest też jak droga szybkiego ruchu, na której nie powinny powstawać dziury, przeszkody i zatory. Musimy jednak pamiętać, że – jak przy każdej reakcji w bioreaktorze – oprócz tego, co dla nas dobre i korzystne, także tu powstają produkty uboczne przemian; i, jak na każdej drodze, te produkty uboczne odkładają się, powodując korki. Owe odpady wydalane są z organizmu naturalnymi trasami transportowymi (jelita, moczowody). Trzeba jednak pamiętać o tym, że w trakcie upływu naszego życia, na trasach powstają wyboje i koleiny, które skutecznie uniemożliwiają swobodny przepływ odpadów na zewnątrz.

 

Jak pewnie Czytelnik sam się domyśla, nie pozostaje to bez wpływu na nasze samopoczucie i stan zdrowia. Pojawia się ogólny stan „niechciejstwa”, objawiający się ociężałością, bólami głowy (często przeradzającymi się w migreny), zaś nasza skóra – dotąd gładka i czysta – świeci jak naoliwiona, a tu i ówdzie pojawiają się na niej rozmaite wykwity i wypryski. To jedynie kilka z nieprzyjemności, których możemy się spodziewać jako efektu zatorów na trasach odpadowych (o mało przyjemnej „mowie wiatrów” i pełnych sensacji jelitach nie wspominając).

Myślę, że – po takim wstępie – każdy Czytelnik sam stwierdzi, że tym problemom warto byłoby jakoś zaradzić.

 

Od czego zacząć?

 

Można ruszyć do sklepowych lub aptecznych półek, kupując zestawy do „detoksu”. Jednak najpierw – aby którakolwiek spośród wybranych przez nas kuracji zadziałała – musimy się przygotować. Jeśli dorzucimy do naszego fizjologicznie zakorkowanego organizmu kolejne substancje, przemieli on je, wypuści i… tyle by było oczyszczania; a efektów żadnych.

Zacznijmy od tego, co najbardziej na zewnątrz. Nasza skóra nie tylko stanowi zabezpieczenie tego, co w środku, ale też chroni nas przed atakami z zewnątrz i pełni funkcję specyficznego kanału przerzutowego dla toksyn z wewnątrz na antypody ciała.

Zafundujmy więc sobie porządną kąpiel z peelingiem (usunie martwy naskórek i odblokuje pory). W tym celu nie musimy nic kupować, lecz jedynie poszukać w domu: gruboziarnistej soli morskiej (doda skórze witalności i ujędrni ją) lub zmielonej kawy (ujędrni i zadziała jak drobnoziarnisty „złuszczacz”).

Jeśli mamy taką możliwość, możemy również skorzystać z dobrodziejstw sauny z dodatkiem olejków eterycznych (np. majeranek, szałwia, herbata), choć tej akurat opcji zdecydowanie nie powinny wybierać osoby z nadciśnieniem i kłopotami z sercem.

Po takich wstępnych przygotowaniach zewnętrza, możemy przejść do oczyszczania wnętrza. Porządki najlepiej zacząć od udrożnienia układu pokarmowego, by potem przejść przez wątrobę do nerek. W ten sposób wszystkie wiadukty będą w miarę przejezdne (jednak pamiętajmy: korki zwykle tworzą się często i w tych samych miejscach, więc akcja nie może być jednorazowa).

 

Głodówki – za i przeciw

 

Z jednej strony, głodówka stanowić może wstęp do oczyszczania, dając krwi i limfie możliwość odtrucia organizmu. Głodówka usuwa ze szlaków wydalniczych i całego organizmu wszelkie niepotrzebne nam odpadki (pochodzące z przemiany materii) oraz toksyny.

Z drugiej jednak strony, pozbawiając organizm paliwa i wykorzystując glikogen do podtrzymania wszelkich funkcji głodującego ciała, zmniejszamy zdolność komórek wątroby do neutralizacji toksyn. Taki proces prowadzi do uwalniania energii zgromadzonej w tkance tłuszczowej. To niby dobrze, ale w tkance tej związane są również toksyny. W ten sposób, chcąc oczyścić – zaśmiecamy. Odpowiedź na pytanie, czy warto tak robić, zostawiam Czytelnikowi.

 

Zdrowa dieta na co dzień

 

Jeśli naszą codzienną dietę oprzemy na kilku podstawowych produktach, na pewno na bieżąco będziemy wspomagać pracę naszego układu pokarmowego. Wystarczy sięgać często po produkty zbożowe (pełny przemiał), napoje mleczne fermentowane (kefir i jogurt naturalny), warzywa, owoce i wodę mineralną.

Pamiętajmy też o tym, by posiłki spożywać o stałych porach i, najlepiej, w liczbie pięciu niewielkich porcji (w ten sposób nie będziemy głodni, ale też się nie przejemy). Woda mineralna (obok herbaty zielonej, czerwonej, ziołowej i owocowej oraz świeżych soków owocowych) powinna stać się podstawowym z naszych codziennych napojów.

Dietetycy polecają również zastosowanie zróżnicowanej diety oczyszczającej, składającej się, na przykład, z surowych warzyw i owoców (te pierwsze mogą być, ewentualnie, podgotowane), brązowego ryżu, bakalii (migdałów, moreli), produktów sojowych (jak choćby ser tofu), pieczywa razowego, płatków owsianych oraz grubych kasz. Podczas trwania takiej diety warto zupełnie zrezygnować z jedzenia mięs oraz wszelkich produktów smażonych.

 

Naturalne kuracje: zioła, przyprawy i sposoby Babci Janiny

 

Pośród ziół o znanych właściwościach oczyszczających, należy wymienić te najbardziej popularne: mniszek lekarski (zwany dmuchawcem), fiołek trójbarwny i koper włoski. Z tych mniej znanych dodajmy jeszcze morszczyn, karczoch zwyczajny, łopian większy i wiązówkę błotną. Jak widać, Matka Natura dała nam wszystko; jednak zapomnieliśmy, jak to pożytkować na naszą korzyść.

Także przyprawy działają wspomagająco na oczyszczanie. Na przykład, napar z majeranku doskonale oczyszcza skórę i działa przeciwzapalnie (należy pamiętać o tym, by codziennie przygotowywać świeżą jego porcję); zaś herbatka z imbiru z cynamonem potrafi zdziałać cuda w chwili, gdy wyczujemy pierwsze objawy grypy lub przeziębienia (a mikroorganizmów również warto pozbyć się z ustroju).

 

Układ pokarmowy

 

Przy diecie oczyszczającej, po pierwsze, ograniczamy mięso, czekoladę, słodycze, biały chleb i krowie mleko oraz kawę i herbatę.

Na początku możemy oczyszczać się kefirem, z czasem dodając do jadłospisu sok jabłkowy i warzywa oraz kiszonki (kapustę i ogórki).

Kolejny oczyszczający produkt to, powszechnie znane ze swych wspaniałych właściwości, śliwki. Świetnie sprawdza się mikstura powstała ze śliwek zmiksowanych z innymi bakaliami (daktyle, morele, figi) oraz dodatku miodu, której łyżkę wypijamy codziennie przed snem (kurację przeprowadzać należy raz na trzy miesiące).

Można także – po prostu – popijać sok z kiszonej kapusty. Pijemy go przez dwa tygodnie, po pół szklanki, trzy razy dziennie.

Warto pamiętać o uzupełnianiu naszej naturalnej flory bakteryjnej jelit (na co dzień tracimy ją, na przykład, zażywając antybiotyki). Naszymi sprzymierzeńcami w nadrabianiu tych strat są pałeczki Lactobacillus, które zawarte są w jogurtach i kefirach.

Natomiast w walce z niechcianymi pasożytami w jelitach może pomóc nam (zwykły i niezwykły zarazem) czosnek. Przez dwa tygodnie, dwie godziny po kolacji, zjadamy codziennie jeden jego ząbek (zaaplikujmy go też partnerowi i dzieciom, by nikt nie czuł się wyobcowany). Gdy brzuch stanie się „lekki”, a wzdęcia odejdą w niepamięć, oznacza to, że wszystko dobrze się skończyło i niechciani goście wyprowadzili się z naszego organizmu.

 

Wątroba

 

Gdy o pomoc woła wątroba, znaczy to, że zagapiliśmy się zanadto. Pojawienie się większej liczby znamion, brązowych plam na skórze, drażliwości, goryczy w ustach, łamliwych paznokci lub – co gorsza – bólów krzyża, to ewidentne komunikaty wątroby: „Zauważ mnie i zaopiekuj się mną!”.

Odpowiadając na to wołanie, zacznijmy jeść więcej gotowanych warzyw, twarogu, zsiadłego mleka i kefiru; zaś zimą, kiszonej kapusty.

Istnieje wiele sposobów na oczyszczanie tego niezwykle istotnego narządu. Ja wymienię tu dwa. Pierwszy oparty jest na sokach warzywnych pitych rankiem, na czczo (najlepiej latem i jesienią). Można je przygotować z marchwi, ogórka i buraka lub marchwi, selera i pietruszki.

Drugi sposób polega na codziennym przygotowywaniu i piciu wywaru z igliwia świerkowego lub sosnowego (jednak drzewo musi rosnąć z dala od wszelkich dróg, najlepiej w głębi lasu). Siekamy drobno 5 łyżek igieł, zaparzamy je w połowie litra wrzątku i gotujemy przez 10 minut na małym ogniu. Pijemy w ciągu dnia niewielkimi porcjami, o dowolnej porze. Zabiegi te kończymy wtedy, gdy mocz nabierze normalnego słomkowego odcienia (w trakcie odtruwania, jego kolorystyka może być przeróżna). Najlepiej stosować tę kurację w okresie od lutego do kwietnia.

 

Nerki

 

Jeśli zauważymy worki pod oczami i/lub białe kropki na paznokciach, oznacza to, że najwyższa pora zaopiekować się także nerkami.

Można je oczyszczać tymi samymi sokami, co wątrobę. Jeśli jednak nasz organizm zdecyduje, że – bez względu na płeć – zostaniemy szczęśliwą „matką” mniej lub bardziej dorodnego… kamyczka, ewidentnie powinniśmy sięgnąć po napar z owoców dzikiej róży. Co trzy miesiące, przez dwa tygodnie, trzy razy dziennie popijajmy po 1/3 szklanki tego naparu. Jego skład jest prosty do zapamiętania i wykonania: zalewamy 2 łyżki stołowe owoców 200 ml wody i gotujemy przez 15 minut, po czym odcedzamy; napar jest gotowy do picia.

 

Kuracji oczyszczających jest wiele; wszystkie sprawdziły kolejne pokolenia. Często jednak o nich nie pamiętamy, choć naprawdę warte są zastosowania. Przypomnijmy sobie o nich, a nasz organizm odwdzięczy się zdrowiem, witalnością i energią, która niejedną turbinę może napędzić jak na prawdziwy bioreaktor przystało; i niejedną drogę odkorkować, jak przystało na dobrą autostradę.

 

 

Opracowała

Agnieszka Sarnecka