Otyłość! Nadbagaż na własne życzenie?

Otyłość, nadwaga, zbędne kilogramy – to koszmar każdej nastolatki, dorosłej kobiety, współczesnego mężczyzny.
W dzisiejszym świecie, w krajach wysoko rozwiniętych, ale też w społeczeństwach unikających konfliktów zbrojnych toczy się walka podjazdowa z wrogiem, którego imię przeraża, a destrukcyjna moc zbiera ogromne żniwo. Korpusy „zbrojne” specjalistów, jak również przeciętnych obywateli stają do walki, jednakże w chwili obecnej przeciwnik wydaje się być niepokonany. Otyłość i wszechobecny problem z nadmiarem tkanki tłuszczowej jest ciągle narastającym problemem dla naszego zdrowia, a nawet życia. Atakując coraz młodszych, bardziej bezbronnych i nieświadomych zagrożenia obywateli, jakimi są dzieci, powoduje obniżenie jakości życiaspołeczeństw w coraz szerszym wymiarze.
Skąd, jak i dlaczego jesteśmy atakowani – o tym kilka słów w niniejszym artykule. Rys historyczny – Rubens i Wenus z jaskini

Wydawać by się mogło, iż otyłość jest zjawiskiem obecnym tylko w naszych czasach, jednakże kiedy głębiej się zastanowimy, to zauważymy, jak bardzo zjawisko „Rubensowskich
kształtów” jest zakorzenione w historii naszego gatunku. W zamierzchłych czasach tj. okresie prehistorycznym, kiedy mężczyźni polowali na mamuty, a kobiety w jaskiniach zajmowały się pilnowaniem ogniska domowego, obfitość kształtów oraz duża masa kandydatki na partnerkę (dotyczyło to również przedstawicieli płci brzydkiej) była postrzegana jako bardzo dobra wizytówka stanu zdrowia, jak również zaradności posiadacza wałeczków.
W czasach, kiedy dostęp do wysokokalorycznego pożywienia był utrudniony, osobnicy/czki o
dużej masie postrzegani byli jako bardzo zaradni, sprawni i zdrowi, co dawało gwarancję, iż podobny status uzyska partner, jak również, że nie zabraknie pożywienia dla potencjalnych dzieci. W czasach nam nieco bliższych (XVII-XVIII wiek) otyłość urosła do rangi narzędzia służącego do manifestacji nie tylko zasobności kiesy i spiżarni „właściciela,” ale również bezpośredniego statusu społecznego (arystokracja oraz bogata szlachta nawet w ten niehumanitarny dla samych siebie sposób próbowała znaleźć możność oddzielenia swojego stanu od mieszczaństwa czy chłopstwa). Dążenia ówczesnych ludzi doczekały się trwałego uwiecznienia w malarstwie, rzeźbie, poezji czy w przysłowiach.


Kiedy zaczyna się otyłość?


Współczesna dietetyka i fizjologia posługują się kilkoma narzędziami, umożliwiającymi określenie, czy dana osoba cierpi na otyłość czy nadwagę. Najbardziej popularnym jest indeks BMI (body mass index). Wartości indeksu BMI wyliczane są w oparciu o parametry wzrostu i wagi pacjenta. Według wzoru dzielona jest masa ciała przez wartość kwadratu wzrostu wyrażonego w metrach. O prawidłowej wadze mówimy, kiedy wartość BMI zawiera się w przedziałach 18,5 – 24,9. Nadwagą określamy stan, kiedy wartość współczynnika waha się w granicach 25 a 29,9. Powyżej tej wartości mamy do czynienia z otyłością.

W przypadku indeksu BMI wyróżniamy trzy typy otyłości:
typ I- kiedy wartość współczynnika zamyka się w przedziale 30-34,9;

typ II- kiedy BMI nie przekracza 39,9;
typ III- (zwany również otyłością olbrzymią) kiedy wartość BMI przekracza 40.

Etiologia otyłości
Dla naszych przodków zjawisko dodatkowych kilogramów nie było postrzegane jako problem natury medycznej, gdyż niewielka nadwaga jest - w myśl filozofii naszego organizmu - czymś zupełnie normalnym. Organizm ludzki jest maszyną zaprojektowaną na przetrwanie, a jednym ze sposobów na osiągnięcie zamierzonego celu jest gromadzenie „wewnętrznych zapasów” energii na czas, kiedy dostępność pożywienia jest znacznie ograniczona. Mechanizm stworzony przez naturę sprawdzał się przez całe wieki, jednak kiedy człowiek zdał sobie sprawę, że wykorzystując swój mózg i ręce jest w stanie „stworzyć” sobie sam sprzyjające warunki obfitości pokarmu, perfekcyjny układ uległ rozregulowaniu. W krajach wysoko rozwiniętych (jak również w państwach rozwijających się) dostęp do pożywienia jest tak powszechny i ułatwiony, iż wystarczy dosłownie sięgnąć po telefon, a gorąca pizza sama przyjeżdża pod nasze drzwi. Współczesny myśliwy nie tylko nie musi wydatkować energii na „polowanie”, ale również jakość kaloryczna pokarmu odbiega znacznie od standardów przyjętych przez Matkę Naturę. Mimo iż polujący jest rozleniwiony i jako konsument w zupełności zdaje sobie sprawę, iż lodówka nigdy nie będzie pusta, to pramechanizm wbudowany w naszą fizjologię tego nie rozumie. Od pierwszego momentu (od
pierwszego posiłku) program oszczędzania i gromadzenia energii jest aktywny – możemy sobie z tego nie zdawać sprawy, ale nasze organizmy, mimo iż toniemy wręcz w jedzeniu –
cały czas nastawione są na gromadzenie zapasów w oczekiwaniu na okres głodu. Efekt powstałego błędnego koła jest nam dobrze znany i - niestety - coraz bardziej zauważalny. Innym czynnikiem mogącym przyczynić się do wystąpienia otyłości są nasze geny. Naukowcom udało się zidentyfikować grupę genów, których uszkodzenie może odpowiadać za wystąpienia nadmiernego gromadzenia się tkanki tłuszczowej. Badania prowadzone na modelach zwierzęcych (głównie myszach) zdają się potwierdzać fakt, iż niewielka grupa osób otyłych swój stan zdrowia „zawdzięcza” wadliwym genom, a nie tylko niewłaściwym nawykom żywieniowym i zupełnemu brakowi ruchu. Otyłość może być również wtórnym wynikiem działania innych chorób, jednakże w kontekście mniejszego opracowania nie stanowią one meritum zagadnienia.

Otyłość u dzieci

Nic tak bardzo nie przemawia do nas jak fakt, iż dane zjawisko patologiczne może dotyczyć nie tylko osób dorosłych, ale również dzieci. W chwili obecnej szacuje się, iż średnio co czwarty dorosły Polak cierpi na otyłość, a z problemem nadwagi boryka się aż 45% z nas. Otyłe dzieci (w wieku pomiędzy 2. a 10. rokiem życia) to też nie marginalna grupa, a prawie 10% społeczności (według Światowej Organizacji Zdrowia WHO na przestrzeni ostatnich pięciu lat liczba otyłych dzieci wzrosła o 9% - dane te dotyczą również polskiego społeczeństwa). Statystyki są zatrważające, a jednak wartości liczbowe zamiast spadać - wzrastają. Przyczyn otyłości u maluchów jest wiele, a do najważniejszych należą:
- przekarmianie; ileż to razy byliśmy świadkami, kiedy kochająca babcia czy zatroskani
rodzice wmuszają w brzdąca kolejną porcję jedzenia. Maksyma „jedz dużo, a będziesz zdrowy i duży jak tatuś czy mamusia” - owszem - sprawdzi się w przypadku, kiedy naszymi rodzicami są Shrek i Fiona albo para zawodników sumo. Bieganie za dzieckiem i wmuszanie w niego kolejnych porcji zamiast korzyści wyrządza mu same szkody. Dzieci działają bardzo instynktownie i jedzą tylko wtedy, kiedy są głodne i ich organizm domaga się uzupełnienia strat. Do obowiązku opiekunów należy zapewnienie nie tyle obfitości produktów spożywczych, co ich właściwy dobór ponieważ…
- niewłaściwa dieta; to kolejny kamień milowy na drodze do ubrań w rozmiarze XXXXL. Dorośli doskonale (w mniejszym bądź większym stopniu) wiedzą, jakie produkty żywnościowe powinni spożywać, aby zachować i zdrowie i dobry wygląd. Dzieci takiej wiedzy po prostu jeszcze nie posiadają. Instynktownie ufając rodzicom czy bliskim jedzą to, co od nich dostają – zupę warzywną, banan, chipsy, batony czy hamburgery i słodzone napoje gazowane,
– produkty spożywcze, pozwalające uśmierzyć „ból głodu”, jednakże każdy z nich przedstawia różne wartości odżywcze i zdrowotne. Jeżeli dziecko nauczy się, że na obiad można zjeść zestaw fast-food, to potraktuje to jako normę i w konsekwencji będzie coraz częściej po niego sięgało, czy to w restauracji czy przez telefon, ponieważ…
- brak aktywności fizycznej; to jeden z najprzyjemniejszych stanów, w jakim może znaleźć się konsument. Jak zostało wspomniane wcześniej - w sytuacji, kiedy „zwierzyna łowna” sama puka do naszych drzwi, bezcelowe jest jej mniej lub bardziej intensywne zdobywanie.
Przedsiębiorczy rodzice mogą posunąć się jeszcze dalej i nie tylko nie oprotestować stacjonarnego trybu życia pociechy, ale wręcz „wbić” dziecko przed komputer i telewizor (ciche dziecko to spokojny dom i chwila relaksu dla domowników). Kiedy problem braku sprawności ruchowej pojawia się na zajęciach wychowania fizycznego, wystarczy dziecku „załatwić” zwolnienie z zajęć i….. problem rozwiązany (chociaż lepiej by było dla naszego „pączusia”, gdyby wytopił chociaż odrobinę rodzicielskiej miłości, biegając z innymi dziećmi). Najlepiej jest, kiedy otwarcie rozmawiamy z dzieckiem o jego problemach, ponieważ…
- zaburzenia emocjonalne; to kolejny z czynników mogących wzmóc problemy z łaknieniem u naszej pociechy. Dzieci, które przyzwyczajone są do dużej ilości posiłków, a - co gorsza
- kiedy jedzenie traktują jako formę przyjemności i terapii relaksacyjnej, wpadają w jeszcze większy obłęd. Nie ma nic gorszego niż fakt, że dziecko w formie pocieszenia dostaje od nas, czy też samo sięga, po kolejną czekoladę lub batona – takie działanie to nic innego jak dokładanie kolejnej cegiełki do i tak niemałego problemu.

Otyłość to tylko początek…


Podobnie jak jeźdźców Apokalipsy było kilku, tak otyłość nie stanowi jednostki klinicznej osamotnionej w swojej egzystencji. Niestety, wystąpienie problemów z nadmierną ilością tkanki tłuszczowej pociąga za sobą również wystąpienie innych bardzo poważnych chorób. Cukrzyca typu II, niewydolność układu krążenia, astma, zawały, udary mózgu, artretyzm to tylko nieliczne z nich. Choroby towarzyszące są wynikiem nie tylko nadmiernej wagi, ale również upośledzenia pracy całego systemu, jakim jest nasze otłuszczone ciało. Istnieje
wiele skutecznych sposobów walki z otyłością i jej ewentualnymi następstwami - najważniejszym z nich jest upór, konsekwencja i wiara w samego siebie.

Słowo końcowe
Otyłość jest –niestety- problemem coraz bardziej widocznym na polskich ulicach i w polskich szkołach. Wszechobecny, konsumpcyjny styl życia nie ułatwia nam zadania, a wręcz sprzyja coraz bardziej agresywnemu rozwojowi problemu otyłości. Karykaturalna wizja społeczeństwa ludzi otyłych, poruszających się na latających fotelach, przedstawiona w jednej z ostatnich produkcji Pixara raczej nam nie grozi, ale kiedyś może jednak dojść do jej urzeczywistnienia. Na chwilę obecną społeczeństwo konsumpcyjne dokonało jednej, wręcz niemożliwej dla samej Natury rzeczy – mężczyzna zaszedł w ciążę, i nie jest to jakiś ewenement, ale problem na skalę globalną. Ciąża „gastronomiczna”, czyli brzuszki piwne to
niemalże standardowy bagaż większości mężczyzn po trzydziestce, i mimo iż określenie wydaje się być zabawne, to zjawisko samo w sobie już niekoniecznie. W przeciwieństwie do zjawiska ciąży u kobiet ciąża gastronomiczna nie wykazuje czegoś, co nazywa się zakończeniem czyli szczęśliwym rozwiązaniem, lecz trwa ze swoim nosicielem tak długo, jak długo ten jest w stanie ją znieść.

mgr Paweł J. Chomiak